Wydarta z kontekstu prawda może prowadzić do ustaleń niezgodnych rzeczywistością. Do podstawowych kanonów dziennikarskiej etyki należy zrelacjanowanie konfliktu po uprzedniej wnikliwej analizie faktów podanych obie strony. Rzetelny dziennikarz przedstawi w reportażu argumenty obu stron.
Pani Elżbieta Jaworowicz prezentuje program "Sprawa dla reportera"od wielu lat.Credo p. E.J. - zwalczać niesprawiedliwość, pomagać ubogim i nieporadnym. Współczuć bankrutom, potępiać nuworyszy. I dobrze.
Mój głos ani przysporzy, ani nie odbierze p. Redaktor pokaźnej oglądalności. Kiedy jednak w roli eksperta w sprawie nie spłaconych kredytów występuje posiadający w tej kategorii walki klasę mistrzowską p. Andrzej Lepper, to trudno produkcję p.Jaworowicz pominać milczeniem. A więc w reportażu "Pulapka zadłużenia" rolnik zaciągnął kredyt w kwocie 3.500 zł, spłacił 10.000 zł i stracił gospodarstwo rolne o pow. ponad 10ha, które zlicytowano
Prawda p.Jaworowicz jest następująca : pożyczył 3.500 zł oddał 10.000 zł i stracił dorobek całego życia. A wszystko odbyło się w majestacie prawa. Winę za ten stan rzeczy ponosi sąd i komornik,
Nie poznaliśmy jednak drugiej strony medalu, nie przytoczono stanowiska drugiej strony, t.j. w tym przypadku nie tylko wierzyciela, ale Sądu Rejonowego, który nie uwzględnił argumentów pokrzywdzonego dłużnika. Doprawdy tani to chwyt medialny- pokazano fragment uzasadnienia wyroku albo postanowienia dotyczący powyższego faktu i nic więcej. Obecny w studiu prawnik i eurodeputowany Janusz Wojciechowski dość niewyrażnie przedstawił swoją opinię przede wszystkim nie starał odnieść do argumentacji Sądu. Zaskakujące było stanowisko p. Andrzeja Leppera, który bardzo wstrzemięźliwie odniósł się do sprawy i nie namawiał poszkodowanego do zorganizowania protestu z udziałem wyposażonych w kosy rolników, a jedynie dokonał podziału na kredyty, które należy spłacać i te których płacić nie trzeba.
Być może dla części telewidzów przedstawiony powyżej fakt wystarczy do wyrobienia sobie poglądu jakie te sądy są niesprawiedliwe, a komornicy...szkoda gadać.
Dla mnie ta sprawa nie jest do końca jasna, albowiem dopiero po zapoznaniu się z pełną dokumentacją mógłbym wyrobić sobie pogląd co do kwestii, czy dłużnik jest ofiarą banku,sądu ikomornika, czy też własnej lekkomyślności. Pani Elżbieta Jaworowicz nic nie wspomniała czym kierował się sąd oddalając zażalenia dłużnika. Na ekranie pokazano jedynie zdanie z uzasadnienia treści "pożyczył 3.500 zl oddał 10.000 zł".
I na zakończenie podam przykład wprost z życia. Członek współnoty mieszkaniowej od samego początku jej utworzenia t.j. od 2003 roku nie płaci kosztów eksploatacji za swój apartament w Kołobrzegu. Nie są one astronomiczne, wynoszą w sumie za cały okres zaległości ca 10.000 zł a wartość lokalu co najmniej 100.000 zł , gdyby doszło do licytacji to lokal może być sprzedany za cenę znacznie niższą niż faktyczna wartość, może bowiem nastąpić zmowa licytantów i być może dłużnik nic nie otrzyma, gdy z ceny sprzedaży potrąci się odsetki, koszty egzekucji, koszty wyceny i inne. I kto temu będzie winien zły sąd bo zasądził, zły komornik bo zlicytował, czy biedny dłużnik, tyle że dlatego biedny bo niezbyt mądry.



