Reportaże Elżbiety Jaworowicz - prawda a rzeczywistość
 Oceń wpis
   

Wydarta  z kontekstu prawda może prowadzić do ustaleń niezgodnych  rzeczywistością. Do podstawowych kanonów dziennikarskiej etyki należy zrelacjanowanie konfliktu po uprzedniej wnikliwej analizie faktów podanych obie strony. Rzetelny dziennikarz przedstawi w reportażu argumenty obu stron.

Pani Elżbieta Jaworowicz prezentuje program "Sprawa dla reportera"od wielu lat.Credo p. E.J. - zwalczać niesprawiedliwość, pomagać ubogim i nieporadnym. Współczuć bankrutom, potępiać nuworyszy. I dobrze.

Mój głos ani przysporzy, ani nie odbierze p. Redaktor pokaźnej oglądalności. Kiedy jednak w roli eksperta w sprawie nie spłaconych kredytów występuje posiadający w tej kategorii walki klasę mistrzowską p. Andrzej Lepper, to trudno produkcję p.Jaworowicz pominać milczeniem. A więc w reportażu "Pulapka zadłużenia"  rolnik zaciągnął kredyt w kwocie 3.500 zł, spłacił 10.000 zł i stracił gospodarstwo rolne o pow. ponad 10ha, które zlicytowano

Prawda p.Jaworowicz jest następująca : pożyczył 3.500 zł oddał 10.000 zł i stracił dorobek całego życia. A wszystko odbyło się w majestacie prawa. Winę za ten stan rzeczy ponosi sąd i komornik,

Nie poznaliśmy jednak drugiej strony medalu, nie przytoczono stanowiska drugiej strony, t.j. w tym przypadku nie tylko wierzyciela, ale Sądu Rejonowego, który nie uwzględnił argumentów pokrzywdzonego dłużnika. Doprawdy tani to chwyt medialny- pokazano fragment uzasadnienia wyroku albo postanowienia dotyczący powyższego faktu i nic więcej. Obecny w studiu prawnik i eurodeputowany  Janusz Wojciechowski dość niewyrażnie przedstawił swoją opinię  przede wszystkim nie starał  odnieść do  argumentacji Sądu. Zaskakujące było stanowisko p. Andrzeja Leppera, który bardzo wstrzemięźliwie odniósł się do sprawy i nie namawiał poszkodowanego do zorganizowania protestu z udziałem wyposażonych w kosy rolników, a jedynie dokonał podziału na kredyty, które należy spłacać i te których płacić nie trzeba.

Być może dla części telewidzów przedstawiony powyżej fakt wystarczy do wyrobienia sobie poglądu jakie te sądy są niesprawiedliwe, a komornicy...szkoda gadać.

Dla mnie ta sprawa nie jest do końca jasna, albowiem dopiero po zapoznaniu się z pełną dokumentacją mógłbym wyrobić sobie pogląd co do kwestii, czy dłużnik jest ofiarą banku,sądu ikomornika, czy też własnej lekkomyślności. Pani Elżbieta Jaworowicz  nic nie wspomniała czym kierował się sąd oddalając zażalenia dłużnika. Na ekranie pokazano jedynie zdanie z uzasadnienia treści "pożyczył 3.500 zl oddał 10.000 zł".

I na zakończenie podam przykład wprost z życia.  Członek współnoty mieszkaniowej  od samego początku jej utworzenia t.j. od 2003 roku nie płaci kosztów eksploatacji za swój apartament w Kołobrzegu. Nie są one astronomiczne,  wynoszą w sumie za cały okres zaległości ca 10.000 zł a wartość lokalu co najmniej 100.000 zł , gdyby doszło do licytacji to lokal może być sprzedany za cenę znacznie niższą niż faktyczna wartość, może bowiem nastąpić  zmowa licytantów i być może dłużnik nic nie otrzyma, gdy z ceny sprzedaży potrąci się odsetki, koszty egzekucji, koszty wyceny i inne. I kto temu  będzie winien zły sąd bo zasądził, zły komornik bo zlicytował, czy biedny dłużnik, tyle że dlatego biedny bo niezbyt mądry.

 

Komentarze (7)
Dziadkowie opiekują się wnukami gdy syn za granicą
 Oceń wpis
   

Byłem tydziń temu w Irlandii, miałem okazję zabaczyć, w jakich warunkach żyją tam nasi rodacy, którzy tam pracują. Dzień tych "białych niewolników: jest następujący - godzina 6 pobudka, godz. 7 praca, godzina 18 lub 19 powrót domu, kolacja, TVP lub Polsat, ew. rozmowa przez skype z rodziną o godz. 23 spanie i od nowa w następnym dniu. W dniach wolnych : telewizor, skype, piwo w domu z kolegami, w niedzielę kościół.

Niektórzy przebywają na emigracji zarobkowej wiele lat. Polacy są twardzi, cierpliwie znoszą to dobrowolne wygnanie i życie rodzinne liczą od urlopu do kolejnego urlopu. 

Mlody człowiek czasami nie wytrzymuje tych warunków i gdy żona odmawia przyjazdu urządza  sobie życie na nowo izakłada nową rodzinę.  Może nastąpić sytuacja odwrotna młoda żona nie wytrzymuje rozłąki  i pozostając  w kraju wiąże się z innym meżczyzną.

Dzieci mieszkają z matką. Co robią w takiej sytaucji dziadkowie. Dziadkowie kochają wnuków, pragną się z nimi spotykać, zabierać do swojego domu, wyjeźdżać z nimi na wakacje, pomagać w nauce lub w inny sposób kontaktować się z dziećmi swojego syna. Niekiedy reakcja matki jest negatywana, dążąc do zerwania kontaktu z mężem uniemożliwiaja dziadkom kontakt z wnukami.

Takie stanowisko  matki dzieci nie posiada prawnego uzasadnienia. Dziadkowie mogą żądać uregulowania osobistych kontaktów z wnukami, jeżeli leży to w interesie dzieci (uchwała S.N. 14.06.1988 III CZP 42/88) W uzasadnieniu tej uchwały czytamy:

”W warunkach społecznych naszego kraju duże znaczenie przywiązuje się do rodzin wielopokoleniowych, wynika to zarówno z tradycji rodzinnych, jak ze względu na szczególną rolę dziadków w faktycznym wykonywaniu pieczy nad małoletnimi wnukami. Dlatego utrzymanie styczności pomiędzy członkami rodziny trzypokoleniowej w warunkach bezkonfliktowych jest czymś jak najbardziej normalnym. Kodeks rodzinny i opiekuńczy reguluje stosunki osobiste wynikające z pokrewieństwa tylko pomiędzy rodzicami i dziećmi..

Rodzice mają obowiązek dbałości o rozwój dziecka w imię jego dobra. Winni zatem dla pełnego rozwoju jego osobowości umożliwić dziecku kontaktowanie się z jego krewnymi (dziadkami). Kontakty te wynikające często z silnych więzów emocjonalnych zwłaszcza dziadków z wnukami, wychowujących je od niemowlęcia, mogą wpływać na lepsze wychowanie i rozwój duchowy dziecka oraz sprzyjają kontynuowaniu więzów wielopokoleniowej rodziny. Takie zachowanie dziadków, okazywanie przywiązania i dbałości o wnuków nie tylko nie kłóci się z interesem dziecka, ale jest ono dla jego dobra

Jeżeli nie dojdzie do porozumienia dziadkowie mogą wystąpic na drogę sądową. Najważniejszy jest  bowiem interes dzieci, które także tęsknią do dziadków i  uniemożliwienie im tych kontaktów pozostawi trwały ślad w psychice wnuków.

Komentarze (0)
Mandat karny - zastanów się czy warto go przyjąć
 Oceń wpis
   

 

Postępowanie mandatowe prowadzi Policja, a także inne organy, gdy przepis szczególny tak stanowi określone w ustawie.
Mandat karny może być nałożony przede wszystkim  wtedy, gdy schwytano sprawcę wykroczenia na gorącym uczynku lub bezpośrednio po popełnieniu wykroczenia. Nałożenie mandatu może nastąpić także  pod nieobecność sprawcy, gdy popełnienie wykroczenia zostało stwierdzone naocznie, względnie za pomocą urządzenia pomiarowego lub kontrolnego, a nie zachodzi wątpliwość co do tożsamości danej osoby.
Funkcjonariusz nakładający grzywnę obowiązany jest określić jej wysokość, wykroczenie zarzucone sprawcy oraz poinformować sprawcę wykroczenia o prawie odmowy przyjęcia mandatu karnego i o skutkach prawnych takiej odmowy. Sprawca wykroczenia może odmówić przyjęcia mandatu karnego. W razie odmowy przyjęcia mandatu karnego organ, którego funkcjonariusz nałożył grzywnę, występuje do sądu z wnioskiem o ukaranie. Przyjęcie mandatu powoduje jego prawomocność i ściąganie grzywny następuje w trybie przepisów o postępowaniu egzekucyjnym w administracji za pośrednictwem urzędu skarbowego.
Pochopna decyzja  o przyjęciu mandatu może być przyczyną nieuzasadnionego pogorszenia  sytuacji prawnej osoby ukaranej. Dotyczy to zwłaszcza kolizji drogowych. Przyjęcie mandatu stanowi bowiem poważną przeszkodę do dochodzenia odszkodowania z obowiązkowego ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej. Mandat karny nie przesądza wprawdzie o odpowiedzialności cywilnej sprawcy, bo skutki takowe wywołuje jedynie prawomocny wyrok sądu karnego i to w sprawie popełnienia przestępstwa, a nie wykroczenia ( art. 11 kodeksu postępowania cywilnego). Ale pomimo tak oczywistej zasady,  w praktyce zakładów ubezpieczeń osoba ukarana mandatem nie posiada szans na odszkodowanie z OC. Jeżeli więc kierowca odmówi przyjęcia mandatu, to w postępowaniu sądowym posiada on  możliwość wykazania swojej niewinności albo udowodnienia, że zachodzi winy drugiego uczestnika kolizji. Z tych przyczyn radzę – w razie uzasadnionych wątpliwości co do winy- odmawiać przyjęcia mandatu.
Nie wszyscy wiedzą, że prawomocny mandat karny podlega uchyleniu, jeżeli grzywnę nałożono za czyn nie będący wykroczeniem. Uchylenie następuje na wniosek ukaranego złożony w zawitym terminie 7 dni od daty uprawomocnienia się mandatu lub z urzędu. Może np. nastąpić sytuacja gdy w momencie kolizji paliły się światła pulsacyjne, zaś policjant przyjął że kierowca wjechał na skrzyżowanie na światłach czerwonych. W tych okolicznościach osoba ukarana może domagać się uchylenia mandatu i zwrotu zapłaconej grzywny, a także wypłaty odszkodowania z ubezpieczenia OC. Podobna sytuacja zachodzi, gdy kierowca wjechał na skrzyżowania na światłach żółtych, albowiem gwałtowne hamowanie stwarzałoby niebezpieczeństwo w ruchu ( wyrok S.N. II KKN z dn. 14.06.2002 r. 276/2000). Oto pogląd wyrażony w tym wyroku:

"Zapalenie się sygnału żółtego wymaga od kierowcy szybkiej decyzji, uwzględniającej prędkość pojazdu i jego odległość od skrzyżowania. Jest oczywiste, że w realiach niniejszej sprawy zatrzymanie pojazdu przed sygnalizatorem nie było fizycznie możliwe, a wymaganie gwałtownego hamowania byłoby sprzeczne z zasadami bezpieczeństwa i prowadziłoby nadto do zatrzymania pojazdu w obrębie środka skrzyżowania, a więc do sytuacji zagrażającej bezpieczeństwu ruchu pojazdów z kierunku poprzecznego. Przepis prawa nie może wymagać zachowania stwarzającego zagrożenie dla bezpieczeństwa w ruchu. Treść przepisu § 95 ust. 1 pkt 2 rozporządzenia Ministrów Transportu i Gospodarki Morskiej oraz Spraw Wewnętrznych i Administracji z dnia 21 czerwca 1999 r. w sprawie znaków i sygnałów drogowych (Dz. U. 1999 r. Nr 58 poz. 622) jest więc zrozumiała i logiczna."

Komentarze (8)
Godziwe wynagrodzenie
 Oceń wpis
   

 

Uchwalona przez Radę Europy Europejska Karta Społeczna obliguje w art. 4 ust.1 umawiające się strony, do ustalenia wynagrodzenia pracowników w takiej wysokości, które zapewni im i ich rodzinom godziwy poziom życia; Komitet Rządowy Rady Europy, interpretując ten zapis, uznał za pierwsze, ogólne kryterium godziwości wynagrodzenia 2/3 lub 68% przeciętnej płacy w danym kraju. Wobec tego że przeciętne wynagrodzenie wyniosło wg ostatnich danych statystycznych -2.983,98 zł miesięcznie- godziwe wynagrodzenie powinno wynosić 2.123.13 zł.

Oświadczeniem z dnia 30.11.1998 r R.P. ratyfikowała . postanowienia Karty ( Dz.U. 1999 nr 8, poz. 68) za wyjątkiem cyt. wyżej zapisu. Art. 13 k.p. stanowi wprawdzie, że pracownik ma prawo do godziwego wynagrodzenia, ale warunki realizacji tego prawa ustalają przepisy prawa pracy oraz polityka państwa w dziedzinie płac, w  szczególności poprzez ustalenie minimalnego wynagrodzenia za pracę. Zasady ustalenia tej płacy ustalone zostały ustawą z dnia 10 października 2002 r.  ( Dz.U. nr 21, poz.94). W związku z tym niedopuszczalne jest ustalenie wynagrodzenia pracownika poniżej płacy minimalnej. Od dnia 1.01.2008 r. minimalne miesięczne wynagrodzenie za pracę wynosi 1.126 zł( Dz.U.2007.171.1209). Tak więc minimalna płaca stanowi obecnie 53% godziwego- wg skali przyjętej w krajach U.E. - wynagrodzenia.

Jeżeli więc wynagrodzenie ustalono poniżej powyzszego  minimum pracownik powinien wystapić o zapłatę różnicy.  Z prawa do godziwego wynagrodzenia (art. 13 kp) pracownik nie może wywodzić roszczenia o podwyższenie wynagrodzenia za pracę, poza żądaniem jego wyrównania do poziomu wynagrodzenia minimalnego (S.N. I PK 230/2005).

A oto kilka dalszych przykładów z orzecznictwa Sądu Najwyższego:

Wykonanie zadania premiowego po wyznaczonym terminie lub w niepełnym rozmiarze, uzasadnia jedynie obniżenie pracownikowi wysokości premii, a nie jej pozbawienie, jeżeli zachowuje ono dla pracodawcy tę samą lub proporcjonalnie zmniejszoną wartość Całkowite pozbawienie pracownika prawa do premii, który zadanie wykonał, aczkolwiek po terminie, pozostawałoby w sprzeczności z zasadą godziwego wynagrodzenia ( S.N. I PKN 691/2000).

Nieważne jest postanowienie regulaminu wynagrodzenia za pracę, wyłączające prawo pracownika do nagrody (premii) za okres rozliczeniowy w razie rozwiązania umowy o pracę po upływie tego okresu. ( S.N.I PZP 59/91). Istotny jest fakt wykonania zadania premiowego, a nie decyzja pracownika o wypowiedzeniu umowy o pracę, podjęta po tym fakcie.

Kryterium decydującym w ocenie czy określone świadczenie jest premią,  jest to, czy odpowiednie akty prawne przewidują z góry skonkretyzowane przesłanki nabycia prawa do świadczenia lub przesłanki prowadzące do jego pozbawienia albo obniżenia. Pracownik może więc domagać się premii regulaminowej, aczkolwiek świadczenie zostało określone jako premia uznaniowa (S.N. IPK 86/2006).

 

Komentarze (18)
Przedwojenne obligacje -wyrok S.N. nie rozwiązuje problemu
 Oceń wpis
   

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego z dnia 24 kwietnia 2007 r, sygn. SK 49/2005 ( Dz. U. nr z dn. 10.05.2007 r. nr 81, poz. 554 ) dał posiadaczom przedwojennych obligacji nadzieję, że ich oczekiwanie na materialną satysfakcję za udzieloną przez ich przodków pomoc Skarbowi Państwa nie było daremne. Do dnia 10 maja 2008 r.miało nastąpić ustawowe uregulowanie tego problemu. Niestety Rząd nie opracował nawet projektu ustawy.Posiadacze obligacji pozostawieni zostali sami sobie. Istniała realna szansa, że sądy przyczynią się do chociażby częściowego załatwienia roszczeń. Również i ta szansa okazała się iluzją.

W praktyce niektórych sądów zauważalna jest tendencja do uciekania od meritum sporu gdy tylko zachodzi możliwość rozstrzygnięcia procesu w oparciu o zarzuty formalne. Niektóre procesy ( zwłaszcza przed sądem gospodarczym ) ograniczają się do wzajemnego poszukiwania zarzutów typu „braku przysłowiowej kropki nad i”, jeżeli takowy :”kruczek formalny” jest trafny sędzia bez wahania kończy sprawę nie interesując się zupełnie kwestią, że dzięki owemu „kruczkowi” strona  procesowa zostaje zwolniona z zobowiązania, które obowiązana była spełnic.

Przykro mi to mówić, ale nie sposób zgodzić się z werdyktem Sądu Najwyższego z dnia 5 września 2008 r, sygn. I CSK 41/08. Oddalone zostało roszczenie posiadacza przedwojennych obligacji o zapłatę 352.000 zł, z tytułu obligacji wykupionych w 1935 roku. Termin wykupu minął z dniem 1 maja 1985 r. Sądy uznały zatem, ze termin przedawnienia upłynął z dniem 1 maja 1995 r. Skoro Pan Łukasz wystąpił do sądu dopiero w czerwcu 2004 roku, to okres opóźnienia wynosił aż 9 lat. Tak długie opóźnienie pozbawia sąd możliwości stosowania art 5 k.c., który jako tzw. klauzula generalna daje sądowi mozliwość kwalifikacji zarzutu przedawnienia jako wykorzystanie prawa w sposób sprzeczny z jego społeczno-gospodarczym przeznaczeniem albo z zasadami współżycia społecznego.

A po co ów Łukasz miał występować do sądu w roku 1985 i przez dziesięć następnych lat? Ano po ułamek grosza, bo tak wynikało, z przerachowania waluty przedwojennej na walutę powojenną.

W wyroku z dnia 9 listopada 2001 r. I CKN 690/99 Sąd Najwyższy stwierdził „Powód realizujący roszczenie pieniężne nie może domagać się zasądzenia kwoty niższej od 1 grosza jako najmniejszej jednostki monetarnej, ponieważ świadczenie takie nie może być spełnione”.

Również w III R.P. Łukasz P. nie miał żadnych szans na wygranie procesu, albowiem obowiązująca za czasów PRL zasada nominalizmu została utrzymana, z zastrzeżęniem  wynikającym z art. 358,1 par. 3 k.c. który uprawniał sąd do odstąpienia o tej zasady w drodze szczególnego wyjątku. Takowy wyjątek nie dotyczył roszczeń z tytułu przedwojennych obligacji, o czym wyraźnie stanowił art. 12 ust. 1 ustawy z dnia 28 lipca 1990 r. nowelizującej kodeks cywilny ( Dz. U nr 55, poz. 321 ).  

Możliwość waloryzacji sądowej świadczeń pieniężnych wynikających z  przedwojennych obligacji powstała dopiero z dniem 11 maja 2008 r. t.j. z datą wejścia w życie wyroku Trybunału Konstytucyjnego j.w.

Tak więc przed datą 11 maja 2008 r. wytoczenie procesu nie miało żadnego sensu. Tymczasem Łukasz P. skierował sprawę jeszcze w roku 2004 .

W uzasadnieniu swojego wyroku Trybunał  Konstytucyjny wspomniał, że roszczenia posiadaczy obligacji mogą być uwzględnione, nawet wówczas, gdy Skarb Państwa podniesie zarzut przedawnienia.

Sądy niejednokrotnie dochodziły do wniosku, że podniesiony przez osobę uprawnioną zarzut przedawnienia może być sprzeczny z zasadami współżycia społecznego i jako taki nie podlegał on uwzględnieniu.Dla przykładu podaję cytat z orzecznictwa warszawskiego Sądu Apelacyjnego.

Otóż w wyroku z dnia 17 marca 2004 r. sygn. I ACa 1228/2003 sąd ten wyraził następujący pogląd :„Powoływanie się przez Ministra Finansów ( Skarb Państwa ) na przedawnienie roszczeń posiadacza przedwojennych obligacji należy zakwalifikować jako nadużycie prawa”.

Obecnie, gdy droga do waloryzacji roszczeń pieniężnych z przedwojennych obligacji została otwarta sądy unikają orzeczeń merytorycznych korzystając z faktu zgłoszonego przez Skarb Państwa zarzutu przedawnienia.

Problem jednak istnieje i nie da się tego załatwić „polityką strusia”.Trzeba bardziej klarownie ustalić kryteria waloryzacji, ograniczając krąg osób uprawnionych do osób, które nabyły obligacje przed wojną oraz ich spadkobierców.

Trzeba również ustalić jakie są możliwości budżetu aby owe roszczenia zaspokoić. Myślę, że posiadacze obligacji żądają zdecydowanie za dużo. Nie może być mowy o przyznaniu im świadczenia na podstawie  prostego  przeliczeniu w oparciu o  kryterium złota, dolara albo innego miernika. Do wypłaty pozostawałaby zaledwie część tego roszczenia, aby nie zostały nadmiernie uszczuplone interesy podatników. Zaspokojenie tych roszczeń prowadziłoby automatycznie do zmniejszenia wydatków budżetowych na zwykłe cele jak opieka zdrowotna czy edukacja. W związku z tym posiadacze obligacji powinni zadowolić się częścią wyliczonej podstawy waloryzacji.

 
Komentarze (5)
ZUS przez kilkanaście lat zaniżał
 Oceń wpis
   

 W praktyce zakładów pracy i ZUS utrwalił się pogląd, że nie wszystkie składniki wynagrodzenia od których pobrana została składka należy uwzględniać przy ustalaniu podstawy wymiaru zasilku chorobowego.

Od dnia 7 lipca 2008 r, takowa praktyka jako sprzeczna z prawem jest zakazana. Do podstawy wymiaru zasiłku chorobowego należy uwzględniać wszystkie składniki wynagrodzenia, za które pobrana została składka. Tak stanowi wyrok Trybunału Konstytucyjnego z dnia 24.06.2008 r. sygn. SK 16/06 opublikowany w Dzienniku Ustaw z dnia 7 lipca 2008 r. nr 119, poz. 771.
 
Przez osiemnaście lat pracownicy byli krzywdzeni, zaś ich racji nie uwzględniały ani ZUS, ani sądy. Dlaczego tak się działo?
 
Otóż przepis art. 41 ust. 1 ustawy z dnia 25.06.1999 r. o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa stanowi, że przy ustalaniu podstawy wymiaru zasiłku chorobowego nie uwzględnia się składników wynagrodzenia, jeżeli postanowienia układów pracy lub regulaminów nie przewidują zmniejszenia ich za okres pobierania zasiłku. Jeżeli więc regulamin wynagrodzenia nie zawierał postanowienia, że premia podlega zmniejszeniu za okres pobierania zasiłku, to wypłacone przed chorobą świadczenia nie podlegało wliczeniu do podstawy wymiaru zasiłku chorobowego.
 
Grażyna G. otrzymała przed chorobą premię uznaniową, świadczenie nie zostało wliczone do podstawy wymiaru zasiłku chorobowego, ponieważ regulamin nie zawierał postanowienia, że premia uznaniowa nie przysługuje w okresie choroby. Bez znaczenia był fakt, że w okresie choroby premia uznaniowa nie została wypłacona.
 
Konia z rzędem należałoby dać temu zakładowi pracy, który w okresie choroby pracownika wypłacał mu premię i to zarówno regulaminową, jak i uznaniową. W regulaminach zakładowych brak było jednak wzmianki, że świadczenia, o których mowa nie przysługują w czasie choroby. Było to oczywiste zarówno dla pracodawcy, jak i dla pracownika.
 
Pani Grażyna przegrała sprawę w sądzie, jednak nie pogodziła się z niesprawiedliwym werdyktem i skierowała sprawę do Trybunału Konstytucyjnego, gdzie sprawę wygrała. Trybunał stwierdził, że do podstawy wymiaru zasiłku chorobowego należy policzyć wszystkie składniki wynagrodzenia od których pracownik uiścił składkę. Bezprawną była praktyka polegająca na pominięciu premii uznaniowej w obliczeniu zasiłku chorobowego, albowiem godziła ona w istotę prawa do zabezpieczenia społecznego ( art.67 ust. 1 Konstytucji R.P.)
 
Pokrzywdzeni pracownicy mogą wystąpić o wyrównanie zaniżonych zasiłków chorobowych.
 
Pracownik który przegrał sprawę w sądzie może wystąpić o wznowienie postępowania, byleby zachował termin 3 miesięcy od daty publikacji wyroku Trybunału, a więc do dnia 7.10.2008 r., jeżeli pracownicy w ogóle nie występowali do sądu - termin dochodzenia roszczeń wynosi 3 lata od daty wypłaty zasiłku chorobowego. Termin ten dotyczy zarówno wynagrodzenia za okres choroby płatnego przez zakład pracy, jaki i zasiłku chorobowego, który pracownik otrzymał z tytułu ubezpieczenia w ZUS. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Komentarze (0)
Przywrócić sport amatorski znieść wszelkie rekordy
 Oceń wpis
   

Każdy chłopak gral w piłkę nożną. Mecze rozgrywane były pomiędzy poszczególnymi klasami. Walka była ostra, pamiętam słodycz zwycięstwa i gorzkość przegranej. W liceum biegałem na 1000 m. Jaki to był wysilek, jaka różnica pomiędzy miejscem przy lewym skraju bieżni i na zewnętrznej. Cała szkoła kibicowała zawodnikom bardzo żywo reagując. Udawało mi się osiągać czas poniżej 3 minut, a niektórzy koledzy na 100 m poniżej 12 sek., rekordzista Szkoły legitymował się czasem 11,3 sek. A były  to lata 1953-1957, a nasz wiek wahał się od 14 do 18 lat i nikt nie trenował w klubie.

Mieszkałem we Wrocławiu, kibicowałem drużynie PAFAWAGU, wszyscy zawodnicy pracowali w fabryce, mieli tylko urlopy na obozy szkoleniowe, to prawda że otrzymywali jakieś premie, ale to nie było zawodowstwo. Czołowy napastnik p.Szymczak pracował jako tokarz. PAFAWAG był nawet w II lidze, ale trwale utrzymywał się w lidze okręgowej.

Wojtek Fortuna pojechał do Sapporo bez żadnego wsparcia, nie jestem jego krewnym, ale miło mi  posiadać to samo nazwisko. Od jednego z moich klientów otrzymałem zdjęcia Wojtka z Sapporo,miał zwykłe drewniane narty, sukienne narciarskie spodnie, zwykłe buty, zakopiański wełniany sweter, rękawice robione na drutach z jednym palcem i skoczyl 111 m, a takiego wyniku nie powstydziłby się współczesny skoczek dysponujący super nowoczesnym sprzętem i całą infrastrukturą począwszy od masażysty, poprzez pschologów, terapeutów, masażystów, trenera i jego asystentów. Wojtek nie otrzymał żadnej nagrody pieniężnej, a tylko gratulacje, tyle że od całego Narodu.

Cóż  mieliśmy sport amatorski, pomimo wszystko amatorski, bo to co nawet sportowcy otrzymywali,to były to grosze w stosunku do gaży zawodowców.

Wielkie kluby funkcjonują za zasadzie spółek prawa handlowego, a więc stosownie do przepisów k.s.h. muszą przynosić akcjonariuszom zysk. Zawodnicy są majatkiem tych spółek, czyli przedmiotami przeznaczonymi do handlowego obrotu. Są oni przedmiotem sprzedaży tak jak  maszyny, materiały, czy sprzęt.

Dlatego sport zawodowy powinien być ograniczony, albowiem jest to patalogia, której nie uda się zlikwidować. Akcja 1000 stadionów dla 1000 gmin jest cenną inicjatywą i trzeba wszystko zrobić aby ta idea nie spaliła na panewce politycznych przetargów.

 Póki co na olimpiadzie posypały się medale, rzut kulą, wioślarstwo- ale to są faceci  (Majewski i wioślarze) dla których sport nie jest czystą komercją.  Chłopacy płakali w czasie hymnu. A Tomasz Majewski śmiał się i skakał do góry z radości, płakała jego mama w czasie rozmowy telefonicznej z synem. Może przed nami dalsze radosne epizody. )

Niestety pomimo kilku plusów - efekty wieloletnich przygotowań do Olimpiady okazały się mierne. Może stanie się cud, ale my,  Polacy zbyt łatwo wierzymy w cudy. 

Reforma polskiego sportu powinna nastąpić od maksymalnego ograniczenia zawodowstwa, od natychmiastowego odsunięcia od władzy obecnych ekip, dymisji ministra sportu, zmiany władz wiiększości związków, których powinni zastąpić ludzie młodzi o wieku najwyżej do 40 lat. a NIK powinna przeprowadzić kontrolę przeznaczonych na Olimpiadę wydatków.  

p.s.1

Przed chwilą przeczytalem apel polskich szermierzy o zmianę władz związku, o wybranie ludzi młodych,  jakby telepatiia.. Z drugiej strony należy tym młodym powiedzieć, że sport to nie komercja, a stypendium to nie wynagrodzenie. Zapewnienie warunków do odpowiedniego treningu następuje w ramach sportu amatorów, a nie zawodowców.

p.s.2

Przegrali siatkarze, przegrali szczypiorniści, przegrywają lekkoatleci i żeglarze, nie wińmy zawodników winny jest system, po prostu system polskiego sportu jest chory.

 p.s.3

Właśnie oglądam zakończenie Olimpiady. mamy 10 medali, a naszych pretendtów było prawie 300. Patrzę na ten spektakl bez zachwytu. Starożytni Grecy na czas igrzysk nie bili się,  nikt nikogo nie zabijał. Gospodarze Igrzysk krawo stlumili pokojową rewoltę podbitego Tybetu, a potem kazali swoim ludziom nieść przez Tybet ogień oilimpijski, Rosjanie napadki na Gruzję i jeszcze stamtąd nie wyszli. Zbrodniarze -  islamiści nadal mordują niewinnych ludzi.

A sportowcy? To nie jest sport ale absurdalna pogoń za rekordem. Są to zswykli zawodowcy jak np. siatkarze albo ludzie, którzy oderwani są od domu przez prawie cały rok - niewolnicy sportu z własnej woli. Rzecz jasna nie mogą się oni sami utrzymać, otrzymują stypendium. I po co tak harać, kosztem własnego zdrowia, czasu, rodziny? Czy nie należałoby znieść rekordy świata, wszystkie dotychczasowe anulować, aby przywrócić normalność?

Komentarze (13)
Spektakularne akcje Policji
 Oceń wpis
   

Do stałej praktyki Policji należy spektakularne zatrzymanie osoby podejrzanej. A więc dzwonek do drzwi o 6 rano, kamera, kajdanki itd a następnego dnia ...wypuszczenie na wolność.

W wielu przypadkach okazało się że tak drastyczne środki, bardzo upokarzające i dotkliwe były zbędne.

Oto przykład podany przez Gazetę Kołobrzeską. Starszy pan filmował sobie kwiaty na działce i nie tylko na swojej ale też na posesji sąsiada, ten wezwał Policję zjawiło się kilku strażników prawa, kamerę zabrali i skutego kajdankami dziadka zawieziono na Komisariat, zarzucono mu brak dowodu osobistego.

Ponoć ów "sprawca" nie chciał dokumentu tożsamości pokazać i nawet podać swych danych osobowych.

Dodatkowo - w tym przypadku starszy pan został doprowadzony na Komisariat w krótkich spodenkach, trzymany przez 24 godziny i bez leków, które przyniosła mu do aresztu żona.

Ale czy w tej sprawie istniały podstawy do zatrzymania? Wątpię.

Wystarczyłoby pouczenie że "pokrzywdzony" może dochodzić swoich praw w drodze procesu cywilnego, art, 23 i 24 k.c. ochrona dóbr osobistych. Nikt nie ma prawa robić drugiej osobie zdjęcia bez zgody tej osoby, wyjątkiem są publiczne wystąpienia.

Obywatel nie ma obowiązku posiadania przy sobie dowodu osobistego, natomiast dane osobowe powinien udostępnić Policji, ale tylko wówczas gdy zachodzą ku temu prawne podstawy, a tych trudno się w opisanej sytauacji dopatrzyć.

Póki co, należy żądać od Policji aby zaprzystała tych akcji z kajdankami w stosunku do osób, które nie stwarzają niebezpieczeństwa.

Przy okazji sprawy piłkarzy Majdana i Świerczewskiego - czy zachodziła konieczność wyprowadzenia jednego z nich na bosaka i w samych tylko majtkach i pokazywania w tvp tego filmiku, czy nie przedwczesne jest ferowanie wyroku eliminującego ich z życia sportowego. Poczekajmy na sprawę sądową i poznanie ich wersji wydarzeń o której mało wiemy. Dopóki nie zostaną skazani prawomocnym wyrokiem nikt nie ma prawa obelżywie ich wyzywać.

Komentarze (2)
Profesor Geremek nie żyje, ale co z drugą ofiarą wypadku?
 Oceń wpis
   

Profesor Geremek zginął w wypadku, przyłączam się do treści nekrologu Prezydenta R.P. opublikowanego w mediach, natomiast  czuję się osobiście dotknięty wypowiedzią  Lecha Wałęsy, który w wywiadzie dla Gazety Wyborczej oświadczył: Stawiam go ( prof. Bronisława Geremka), na pozycji zaraz po Ojcu Świętym, a intelektualnie na równorzędnej.Uważam, że takie porównanie było niedopuszczalne.

Nie czuję się kompetentny do wyrażania oceny zasług prof. Bronisława Geremka dla Polski, natomiast dla mnie jako dla prawnika -  bulwersująca jest dla mnie medialna cisza co do losu kierowcy Fiata Ducato.

Niepokojące sa dla mnie liczne komentarze, wskazujące raczej na nieszczęśliwy wypadek, aniżeli na winę kierowcy Mercedesa.

Według opisu wypadku było to typowe zderzenie czołowe dwóch pojazdów na prostej drodze. Samochód osobowy zjechał na lewą stronę jezdni wprost pod pojazd dostawczy. Wynikający stąd logiczny wniosek jest oczywisty : winę za wypadek ponosi kierowca samochodu osobowego. Zatem Zgodnie treścią art. 436 § 2 k.c. w związku a art. 415 k.c. odpowiedzialność cywilną za wypadek ponoszą posiadacz samochodu osobowego i jego kierowca. Wobec tego że kierowca tego pojazdu nie żyje odpowiedzialność ponoszą jego spadkobiercy.

Są to rozważania teoretyczne, bez praktycznego przełożenia, albowiem samochód Mercedes podlegał obowiązkowym ubezpieczeniom komunikacyjnym wg zasad określonych w ustawie z dnia 22 maja 2003 ( Dz.U. nr 124, poz. 1152 ze zm.).

  Wydawać by się mogło, że przy tak prostym opisie wypadku ubezpieczyciel  powinien niezwłocznie przystąpić do czynności zmierzających do udzielenia materialnej pomocy poszkodowanemu kierowcy Fiata Ducato, przynajmniej poprzez wypłatę zaliczki pieniężnej z tytułu odszkodowania należnego temu poszkodowanemu na podstawie art. 34 ust. cytowanej ustawy który brzmi : 

"Z  ubezpieczenia OC posiadaczy pojazdów mechanicznych przysługuje odszkodowanie, jeżeli posiadacz lub kierujący pojazdem mechanicznym są obowiązani do odszkodowania za wyrządzoną w związku z ruchem tego pojazdu szkodę, której następstwem jest śmierć, uszkodzenie ciała, rozstrój zdrowia bądź też utrata, zniszczenie lub uszkodzenie mienia.

Niestety sprawa nie jest tak prosta. Ciężar udowodnienia faktu spoczywa na osobie, która z faktu tego wywodzi skutki prawne ( art. 6 k.c.). Poszkodowany powinien więc wykazać, że kierowca Mercedesa: ponosi winę za wypadek.

Według wstępnych opinii ekspertów przyczyną wypadku mogło być:

1) pęknięcie opony,

2) zasłabnięcie Profesora,

3) duża prędkośc,

4) zły stan drogi.

Ad.1 Konieczne są dokładne oględziny opon samochodu, sprawdzenie ich stanu technicznego, jeżeli nie będzie zastrzeżeń, to brak byłoby podstaw do postawienia kierowcy zarzutu winy.

Ad. 2 Kierowca, który ukończył 70 lat powinien systematycznie poddawać się badaniom lekarskim, aby mieć orientację co do tego, czy stan zdrowia pozwala na prowadzenie samochodu. Jeżeli badania nie wykazały przeciwskazań, to kierowca nie mógł przewidzieć, że zasłabnie za kierownicą, a więc również nie ponosi winy za wypadek.

Ad.3. Jeżeli kierowca prowadził samochód z szybkością 90 km/h t.j. z szybkością dozwoloną, to rozpatrzyć należy, czy jechał z prędkością bezpieczną, czyli dostosowaną do istniejących na drodze warunków. Eksperci wypowiedzą się co do tej kwestii, a także co do hipotezy, że R22;Merce; poruszał się z prędkością wyższą od dozwolonej. Wówczas wina tego kierowcy byłaby oczywista. Ad.4 Na drodze były muldy, które stwarzały szczególne niebezpieczeństwo, gdy jezdnia jest mokra. Stan drogi powinien skłonić kierowcę do dostosowania prędkości pojazdu do istniejących warunków. Wydawałoby się, że wina kierowcy jest oczywista, ale ubezpieczyciel może postawić tezę, że winę za wypadek ponosi zarząd drogi ( w tym przypadku Krajowa Dyrekcja Dróg i Autostrad ), zaś drogowcy uwolnią się od zarzutu winy, co zwykle następuje w procesach przeciwko zarządcom dróg.

Tak więc sprawa nie jest wcale prosta i ustalenie odpowiedzialności cywilnej kierowcy samochodu Mercedes nie może nastąpić natychmiast.

O stanowisku ubezpieczyciela samochodu Mercedes nic dotychczas nie wiadomo.

Nie podano również, czy Rząd, który podjął jakąkolwiek próbę udzielenia pomocy kierowcy samochodu Ducato.

Póki co sprawą powinny się zająć pozarządowe organizacje społeczne, które zajmują się udzieleniem pomocy ofiarom wypadków drogowych. To dziwne, że ze strony tych organizacji, brak jest jakiejkolwiek inicjatywy.

p.s. Dnia 22 grudnia 2008 r.Prokuratura ogłosiła że sprawcą wypadku jest Bronisław Geremek, ponieważ usnął za kierownicą. Sprawiedliwości stanie się zadość i poszkodowany otrzyma odszkodowanie. Przez wiele miesięcy zmuszony on był oczekiwać na zadośćuczynienie, nie otrzymując żadnej pomocy. Doprawdy trudno sobie wyobrazić sytuację, gdy kierowca który prawidłowo jedzie swoją prawą stroną mógłby ponosić winę za zderzenie spowodowane przed drugiego kierowcę który zjeżdża ze swojej prawej strony na lewą.  Niestety w  tym przypadku Prokuratura miała poważne wątpliwości..

 

Komentarze (8)
Przedwojenne obligacje - pozostaje droga sądowa
 Oceń wpis
   

Niektórzy właściciele przedwojennych obligacji próbowali dochodzić swych roszczeń na drodze sądowej, ale procesy przegrywali. Szansa na wygranie sprawy nastąpiła po wyroku Trybunału Konstytucyjnego z dnia 10 maja 2007 r.SK 49/05 ( Dz.U. z dn.10.05.2007 r. nr 81,poz.354.. Myślę, że osoby występujące w tych sprawach w charakterze powodów pozostają w błędnym przekonaniu, że powyższe rozstrzygnięcie przesądziło o zasadności ich pretensji, tymczasem werdykt ten daje im jedynie szansę, natomiast ewentualne wygranie procesu jest sprawą przyszłą i niepewną.

Aby zrozumieć istotę problemu należy wprzódy zapoznać się z przepisami prawa, które jego dotyczą. Chodzi tu o nast. przepisy kodeksu cywilnego:

"Jeżeli przedmiotem zobowiązania od chwili jego powstania jest suma pieniężna, spełnienie świadczenia następuje przez zapłatę sumy nominalnej, chyba że przepisy szczególne stanowią inaczej" ( art. 358 1 § 1 k.c.) 

 "W razie istotnej zmiany siły nabywczej pieniądza po powstaniu zobowiązania, sąd może po rozważeniu interesów stron, zgodnie z zasadami współżycia społecznego, zmienić wysokość lub sposób spełnienia świadczenia pieniężnego, chociażby były ustalone w orzeczeniu lub umowie"(art.358 1 § 3 k.c )

Jak wynika z pierwszego cytatu -  w polskim prawie obowiązuje zasada nominalizmu. Nominalna wartość przedwojennych obligacji jest aż tak niska, że w ogóle nie warto o niej wspominać.Natomiast porównanie wartości tychże papierów wartościowych w relacji ceny złota z daty powstania zobowiązania do cen obecnych prowadzi do obliczenia roszczeń wynoszących niekiedy kilka milionów PLN. W roku 1990 Sejm wprowadził odstępstwo od zasady nominalizmu przez wprowadzenia możliwości sądowej waloryzacji świadczeń pieniężnych która opisana została w drugim cytacie. Sądowa waloryzacja świadczenia dotyczyła jedynie roszczeń powstałych po dniu 30.10.1950 toku ( art. 12 ust.1 ustawy z dnia 28.07.1990 r. nowelizującej k.c.). Trybunał uznał, że przepis ten jest niezgodny z Konstytucją w zakresie w jakim ogranicza dostęp do waloryzacji sądowej zobowiązań pieniężnych powstałych przed dniem 30.10.1950 r. z obligacji emitowanych przez Skarb Państwa. Jednocześnie Trybunał odroczył utratę mocy obowiązującej przepisu uznanego za niezgodny z Konstytucją na okres 12 miesięcy od daty ogłoszenia wyroku w Dzienniku Ustaw, po to by Sejm uregulował w drodze ustawy zasady rekompensaty pieniężnej należnej posiadaczom przedwojennych obligacji. Gdyby ustawa takowa została wydana, to odejście od zasady nominalizmu nastąpiłoby na podstawie przepisów szczególnych (lex specialis do art 358 1 § 1 k.c.)

Wobec tego, że nowych przepisów brak wyrok Trybunału wszedł w życie.

Co to oznacza? Tylko tyle, że posiadacz obligacji może domagać się sądowej waloryzacji roszczenia.

Aby wygrać proces posiadacz obligacji zmuszony jest pokonać dwie bariery Pierwszą jest zarzut oprzedawnienia, który zgłosi Minister Finansów.W/g naszego prawa maksymalny termin przedawnienia wynosi lat dziesięć i liczony jest od daty, w której roszczenie stało się wymagalne ( art. 118 k.c. i art. 120 zd.1 k.c.). Nie uległoby więc przedawnieniu roszczenie z tytułu obligacji emitowanej przed wojną a płatnej w roku 1998 r. Myślę że takowy przykład nie ma żadnego praktycznego odniesienia. Tak więc zarzut przedawnienia zgłoszony przez fiscusa byłby formalnie poprawny.

Powód ma jednak do dyspozycji argument określony w art. 5 k.c., który brzmi :

" Nie można czynić ze swego prawa użytku, który by był sprzeczny ze społeczno-gospodarczym przeznaczeniem tego prawa lub z zasadami współżycia społecznego. Takie działanie lub zaniechanie uprawnionego nie jest uważane za wykonywanie prawa i nie korzysta z ochrony".

Jeżeli sąd nie uwzględni zarzutu przedawnienia, stwierdzając że Skarb Państwa czyni ze swego prawa użytek, sprzeczny z zasadami współżycia społecznego, do pokonania pozostaje druga bariera. Otóż stosowanie waloryzacji sądowej jest uprawnieniem, a nie obowiązkiem sądu.

Tym samym od uznania sędziego zależy uwzględnienie powództwa co do zasady i określenie wysokości świadczenia należnego powodowi. Tak więc sędzia może po rozważeniu interesów stron i zasad współżycia społecznego powództwo oddalić w całości albo je w całości lub części zasądzić.

Myślę, że inna będzie pozycja procesowa osoby, która nabyła obligacje jeszcze przed wojną i osobiście dochodzi waloryzacji, względnie spadkobierców tej osoby, a inna posiadacza, który obligacje kupił na jarmarku za grosze.

Wysokość waloryzacji wymagać będzie rozważenia interesów obu stron t.j. zarówno Skarbu Państwa, jak i strony powodowej.

W sprawach o waloryzację świadczeń PZU z tytułu umów zaopatrzenia dzieci w linii orzeczniczej sądów utrwalił się pogląd Sądu Najwyższego wyrażony w uzasadnieniu uchwały 7 Sędziów z dnia 10.04.1992 r. III CZP 126/91

"W odniesieniu do umów będących przedmiotem wniosku, warunek uwzględnienia interesów obu stron oznaczać musi, że zamiar i oczekiwanie jednej tylko strony, tj. ubezpieczającego, nie mogą być rozstrzygające. W równym stopniu wymagają oceny okoliczności określające możliwości zakładu ubezpieczeń - z drugiej strony umowy, która proponując wysokość gromadzonych na ubezpieczenie składek, także nie uwzględniła w niezbędnym rachunku ekonomicznym swojej działalności w danej dziedzinie ubezpieczeń faktu przyszłego znacznego spadku siły nabywczej pieniądza. Podnoszona przez Państwowy Zakład Ubezpieczeń w konkretnych sprawach argumentacja wskazująca na brak tkwiących w tym Zakładzie możliwości dokonania umówionych świadczeń w sposób powszechnie zadowalający mieści się nie tylko w interesie tej strony. Ma ona także - ze względów społecznych - istotne znaczenie z punktu widzenia zgodności żądania podwyższenia świadczeń z zasadami współżycia społecznego. W szeroko pojętym interesie społecznym nie leży na pewno ani niewypłacalność tego Zakładu, ani związane z tym perturbacje na całym rynku ubezpieczeniowym. Znaczny spadek siły nabywczej pieniądza przyniósł bowiem wiele ujemnych w skali społecznej następstw, powszechnie przez wszystkich odczuwanych, i także w pełni nie rekompensowanych Przykładowo wystarczy powołać spadek wartości oszczędności gromadzonych na rachunkach w bankach państwowych, i to niejednokrotnie na zbliżone, jak w umowach ubezpieczenia rent, cele, np. na budownictwo mieszkaniowe dla siebie lub w celu wyposażenia dzieci."

Orzecznictwo sądowe w sprawach o waloryzację świadczeń ubezpieczeniowych jest bardzo bogate i nie sposób założyć, że dorobek Sądu Najwyższego w tym przedmiocie nie zostanie wykorzystany przy rozpatrywaniu roszczeń dotyczących obligacji Sąd Najwyższy wskazał, że waloryzacja nie może prowadzić do niewypłacalności ubezpieczyciela. Tym bardziej nie może być jej celem podważenie systemu finansowego Państwa i zachwiania równowagi budżetowej. Tak więc można przyjąć z prawdopodobieństwem na poziomie 99% pewności, że proste obliczenie waloryzacji polegające na porównaniu cen z daty powstania zobowiązania i z daty wniesienia pozwu nie zostanie przez praktykę sądową przyjęte. Wydaje się, że zasądzeniu podlegać będzie niewielka część roszczenia.Strategię postępowania przed sądem opracowało Stowarzyszenie Posiadaczy Przedwojennych Obligacji Wierzycieli Skarbu Państwa z/s w Warszawie ul.Foksal 16. Na wokandzie Sądu Rejonowego dla Warszawy Śródmieście figuruje już kilkaset spraw, wkrótce może byći ch  kilka tysięcy. Jeżeli ustawa zostanie w końcu uchwalona, Stowarzyszenie zachęci swych członków do wycofania pozwów sądowych.

Komentarze (7)
5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 |
Najnowsze wpisy
2012-05-05 14:17 Po co ten bojkot?
2012-04-21 13:34 TV Trwam przetrwa
2012-04-12 14:35 Gdy windykator stosuje stalking
2012-03-26 17:53 Przyłożyć prawnikom
2012-03-13 08:50 Błąd urzędnika ZUS
Najnowsze komentarze
2012-05-15 15:09
asia3037:
Unikaj prawnych pułapek
Mam pytanie dotyczące długów spadkobierców. W marcu zmarła moja babcia, jedyny jej majątek to[...]
2012-04-22 12:03
kronos:
TV Trwam przetrwa
Zgadzam się z pańską opinią, choć o. Rydzyk nie należy do mojej bajki, to ma równe prawa, co[...]
2011-10-06 04:52
fortuna:
PJN za uproszczeniem podatków
Janusz Palikot ma na pierwszym planie walkę o usunięcie lekcji religii ze szkół i o pozwolenie[...]
O mnie
Świętosław Fortuna
Prawo często odbiega od życia. Świętosław Fortuna, radca prawny Kalisz woj. wielkopolskie